Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Robert Lewandowski: Czasem chciałbym umieć znikać

- To jak ocenianie książki po okładce. Patrzysz i wyciągasz wnioski. Niestety mało kto czyta książkę od deski do deski, zna zawartość i wszystkie konteksty. Dokładnie tak samo jest z naszym życiem i ocenianiem go z zewnątrz - mówi Robert Lewandowski.
Paweł Kapusta
Paweł Kapusta
Robert Lewandowski Getty Images / Alexander Hassenstein / Na zdjęciu: Robert Lewandowski

Paweł Kapusta: - Nauczyłeś się czegoś nowego o sobie, siedząc w domu podczas pandemii?

Robert Lewandowski:
 - Na pewno ta sytuacja pozwoliła mi spędzić dużo więcej czasu z rodziną. Nacieszyć się tym, czego na co dzień momentami nam brakuje, czyli czasem dla najbliższych. Mogłem robić rzeczy, których przez natłok obowiązków dotychczas nie robiłem.

Życie w pędzie, na walizkach, pod ciągłą presją, a tu nagle - cisza. Dwa miesiące totalnego resetu to najlepsze, co mogło ci się przytrafić?


Cały świat to spotkało, nie tylko mnie. Skoro ludzie wszędzie przestali chodzić do pracy, to mnie też to nie ominęło. Nie było drużynowych treningów, wyjazdów na mecze. Zwykłego rytmu, codzienności, do której wszyscy byliśmy przyzwyczajeni. Brakowało mi wielu aktywności, ale szukałem plusów. Bardzo dużo czasu mogłem spędzić z rodziną i to było najważniejsze.

Okres pandemii wykorzystałem też na intensywne treningi. Zajęcia, które będą miały ogromny wpływ na moje przygotowanie fizyczne i kondycję. W normalnie funkcjonującym świecie potrzebowałbym od pół roku do roku, by zrobić to, co zrobiłem w kilka tygodni.

Pytałem o to, bo zastanawiałem się, czy kiedykolwiek przed pandemią zdarzyło ci się wrócić do domu i powiedzieć Ani: "Nie chce mi się. Jestem tym wszystkim zmęczony".

Szczerze? Nie. Nigdy mi się nic podobnego nie zdarzyło. Na szczęście, bo gdyby tak się stało, oznaczałoby to chyba, że trzeba powoli myśleć o końcu kariery.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Robert Lewandowski założył maseczkę i... popełnił błąd. Celowo



Widziałeś serial "The Last Dance" o Chicago Bulls i Michaelu Jordanie?

Słyszałem o nim, ale jeszcze nie oglądałem. Ponoć doskonały, pokazujący drugą stronę. Niedługo pewnie nadrobię.

W jednym z odcinków dużo jest o specyficznym życiu Jordana-gwiazdy. O ciągłym byciu na świeczniku. O tym, że często jedynym azylem był dla niego pokój hotelowy. Gdy z niego wychodził, nie miał szans na spokojne przejście korytarzem. Też się tak czasem czujesz?

Zależy gdzie się znajduję i jak mało mam czasu na załatwienie różnych spraw. Faktem jest jednak, że na wyjazdach czas w pokoju hotelowym spędzam sam. Spokoju trzeba szukać właśnie w takich miejscach. Inne opcje są raczej mało możliwe.

W serialu pada zdanie, że nieświadomy człowiek, choć pewnie myśli inaczej, nie chciałby żyć życiem Jordana dłużej niż jeden dzień. Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Anią także mniej więcej o tym. Mówiła, że chwilami jest to dla was trudne.

Na pewno nie jest to życie dla każdego. Nie każdy by sobie z tym poradził. Jestem o tym przekonany. To mniej więcej jak ocenianie książki po okładce. Patrzysz i wyciągasz wnioski. Niestety mało kto czyta książkę od deski do deski, wgryza się w nią bardzo dokładnie, zna zawartość i wszystkie konteksty. Dokładnie tak samo jest z naszym życiem i ocenianiem go z zewnątrz. Jeśli jednak nie potrafisz sobie z tym radzić i nie umiesz z tym żyć, oznacza to, że nie możesz grać na najwyższym poziomie.

Coś wynika z czegoś. Pewne sprawy niosą za sobą określone konsekwencje. Może chciałbyś się skupić tylko na sporcie, ale trzeba myśleć szerzej. Przy komercjalizacji sportu nie można grać tylko w piłkę i oczekiwać świętego spokoju. Jasne, zdarza się, że chciałbyś ten święty spokój mieć, bo go często brakuje. Są chwile, w których się nazbiera. Nakłada się na siebie dużo spraw, obowiązków. Pojawiają się emocje. Dziś, po latach, umiem już sobie z tym radzić. Poza tym, żeby nie było wątpliwości - zawsze doceniamy z Anią to, co mamy.

Często pojawia ci się w głowie myśl: "chciałbym zniknąć"?

Są takie sytuacje. Czasem potrzebowałbym takiej umiejętności. Zresztą wielokrotnie zdarzało się, że robiłem wszystko, by nie było mnie widać. Nie ma w tym chyba nic dziwnego. Staramy się prowadzić z rodziną normalne życie. Też mam różne sprawy na głowie, też muszę czasem coś załatwić na mieście. Gdzieś się pojawić, z kimś się spotkać. I też bym chciał móc to zrobić naturalnie i niezauważony.

Przez epidemię człowiek funkcjonował i w jakimś stopniu wciąż funkcjonuje inaczej. Dzięki temu mogłem od wielu takich spraw, problemów odpocząć. Powiem więcej – w końcu można było posmakować zwykłego życia codziennego. A jeszcze dokładniej: życia, w którym nic się nie działo, które wcześniej mi się praktycznie nie zdarzała. Na samym początku traktowałem to jako ogromny plus, później lekko zacząłem też tęsknić za pewnymi rzeczami sprzed epidemii.

Pierwszy raz od kilkunastu lat mogłem cały czas być w domu w okresie kwietnia i maja. Super pogoda, 20 stopni, a ja mam możliwość spędzania chwil z najbliższymi. Bardzo doceniłem ten czas. Nawet gdy jako drużyna zaczęliśmy jeździć na krótkie treningi, wracałem do domu i nie musiałem myśleć o tym, co mnie czeka za moment. Jaki mecz jest do rozegrania w weekend, jak będzie trudno, jakie wyzwanie, jaki rywal. Moja rutyna meczowa i treningowa została odsunięta na bok. Wstawałem rano, robiłem śniadanie. Później trening w siłowni, wracałem, spędzałem czas z rodziną. A to zabawa, a to huśtawkę skręciłem w ogrodzie dla małej. To było dla mnie niezwykle ważne. Pierwszy raz od kilkunastu lat mogłem się niemal w całości skupić na moich najbliższych, na moich dziewczynach.

Po najtrudniejszym momencie w karierze też chciałeś choć na chwilę zniknąć?

Nie wiem, czy to dobre określenie. Zniknąć nie pozwoliłaby mi ambicja. Znam siebie, wiem, że w takich momentach zawsze zwyciężyłaby we mnie chęć przełamania, odwrócenia złej sytuacji.

Najtrudniejszy moment, jaki mnie dotknął, miał miejsce po mundialu w Rosji. Zbiegło się wtedy w czasie kilka nieprzyjemnych, obciążających spraw. Bardzo zły wynik sportowy to jedno, ale było jeszcze rozstanie z bliskimi dla mnie osobami, zamieszanie w kwestii rozmów z Bayernem i ewentualnego transferu. Atakowało mnie wtedy wiele osób, również nieoficjalnie, rzucając oskarżenia bez nazwiska. Gdy dziś o tym myślę, dochodzę do wniosku, że to dobrze, że udało nam się przez to przejść w taki sposób. Ta sytuacja dała nam pozytywny bodziec. Wiele nas nauczyła.

Te dni były trudne także dlatego, że pośrednio uderzano również w moją rodzinę i najbliższych. I chyba to bolało najbardziej.

Co ci wtedy pomogło? Jak sobie z tym poradziłeś? Wielu topowych sportowców uważa, że aby wrócić do najwyższej formy, z największego dołka zawsze musisz się dźwignąć sam. Też tak to widzisz?

Nie do końca. Każdy może sobie w jakimś zakresie próbować radzić samemu, ale takie podejście ma granice. Kiedyś wszystkie problemy chciałem rozwiązywać sam. Dusiłem w sobie, myślałem o nich, szukałem rozwiązań i z nikim się nimi nie dzieliłem. To mi pomagało tylko na krótką metę. Czas po mundialu, o którym wspominam, bardzo dotykał nie tylko mnie, ale także moich najbliższych. Przechodziliśmy więc przez problemy wspólnie. Najbardziej niesprawiedliwe było to, że bliscy byli zupełnie niewinni, a też musieli to wszystko znosić.

Może właśnie dzięki temu było nam łatwiej? Można było pogadać, wydusić z siebie wszystko, co nas gryzło. Dzięki drugiej osobie o wiele łatwiej jest z siebie wyrzucić ostatni gryzący cię element. Zamiast zamiatać pod dywan, zawsze lepiej odkurzyć. Ja kiedyś emocje zamiatałem pod dywan, ale nigdy nie wyrzucałem ich z domu. Takie podejście pomagało jedynie na krótką metę. Bo finalnie zostawało, tkwiło we mnie.

Korzystałeś kiedykolwiek z pomocy psychologa sportowego?

Oczywiście, wielokrotnie. W życiu sportowca bardzo często ma się kontakt z psychologami, rozmawia się z nimi na różne tematy. To bardzo pomocne, przydatne, uświadamiające. W Dortmundzie, w reprezentacji też. Na co dzień współpracujemy z psychologami, trenerami mentalnymi. Ania ma takie kontakty również zawodowo, chcemy się od takich osób uczyć.

A perfekcjonizm? Perfekcjonizm nie męczy?

Zależy, jak na to patrzysz. Kiedyś chciałem być perfekcjonistą w każdym calu, na pewno większym niż teraz. Dziś zdarzają się sytuacje, w których potrafię odpuścić, wyluzować. A już na pewno nie robię wszystkiego sam. Perfekcjonizm jest czasem męczący, więc musiałem pracować nad umiejętnością odpuszczenia, w pewnych sytuacjach życiowych.

A w treningu?

W treningu nigdy. Nigdy nie miałem poczucia, że przesadzam.

Na kolejnej stronie przeczytasz między innymi o tym, dlaczego Robert Lewandowski zdecydował się przekazać pieniądze na walkę z pandemią koronawirusa, jak rozgrywa się mecze przy pustych trybunach oraz... jak odnajduje się w roli "podwójnego" taty.

Czytaj inne wywiady autora:
Marcin Gortat: Ogień prawie zgaszony - KLIKNIJ!
Adam Małysz: Prezydentura? Nigdy nie mów nigdy - KLIKNIJ!
Wilfredo Leon: Dar od Boga - KLIKNIJ!
Anna Lewandowska: Dobre miejsce, odpowiedni czas - KLIKNIJ!
Justyna Kowalczyk: Duża sztuka samotności - KLIKNIJ!
Tomasz Gollob: To mój ból - KLIKNIJ!

Czy według ciebie Robert Lewandowski zdobędzie w sezonie 2019/20 koronę króla strzelców Bundesligi?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Nożną na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (58):

Zobacz więcej komentarzy (45)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×